"Wiersze na kartki" (2014)
rok 1988, grudzień

Nie czytam wierszy z podręcznika, są jak lont; w Dolinie Issy zaczynają się
zbiory, ale to proza niby-życia. Kiedy w końcu dotarła do mnie twoja
nieobecność, przestałam sypiać pod skrzydłami wron, udaję tylko ich
wygląd: mundurki z krempliny i biały kołnierzyk. Wśród psów budzą się

szakale; trudno wyczuć, z kim wychodzę na spacery. Jako jedna z wielu
nie odmieniam się przez szczegóły; czytam wersy podrzucone na próg.
Mam 17 lat i czuję się obco w samolocie do Gdańska. Już nie ma dzikich
plaż, na których zbierałam bursztyny. Zaczynam znowu głoskować. 

rok 1989, luty

Okrągły stół wrócił do łask, pamiętam taki z dzieciństwa, nikt nie mógł nikogo
dosięgnąć; jedliśmy w akuratnej odległości od swoich łokci. Podają, że w lutym
zelżeją mrozy, ucichną solidarne spacery po ulicach. Powiedz proszę, że śnieg
będzie biały, a nie czerwony jak rozpalone mrozem usta. Tyle się dzieje, gdy

nastawiam gramofon. Przynosisz mi kryształ, parzysz kawę, sprzątasz po
osiemnastce; a ja siedzę za drzwiami pokoju, kryję się przed pluralizmem.
Nie uśmiechaj się tak do mnie, bo zechcę cię mieć na zawsze; wyciągamy
ręce, stół ma zbyt duży promień, rwiemy się ku sobie. Idzie odwilż. 

rok 1984, sierpień

Osadzenie w tradycji jest jak osadzenie w sobie; wracam do wibracji oparzonego
języka – z trudnością wylizuję oranżadę z dłoni, wyłączyli prąd; czytam pod kołdrą
przy latarce. Zima. Szerokie barki szronu wdrapują się do okna; za granicą mają
prawdziwą czekoladę i różne modele trampek. Kołatanie serca wyzwala chęć poznania.

Obce kraje wysuwają jęzory wściekłych psów; rzeczy materialne prawdopodobnie
szkodzą. Oparzonym koniuszkiem języka nie mogę robić tego, czego nie wstydzą się
nastolatki we Francji. Czuję się podniecona szorstkim papierem Kamasutry; szansa
na odwrót jest nikła; w telewizji czarno-białe westerny, miś Uszatek i Odział Zamknięty.
Darmowe strony internetowe dla każdego